W końcu mam chwilę, żeby napisać relację z tegorocznego WordCampa Polska, który odbył się w Krakowie. Ze względu na to, że zbieraliśmy z Relatywnie Obiektywną materiał w postaci filmów to czekałem jeszcze na finalny produkt, żeby pokazać coś więcej niż suchy opis.

Lokalizacja

Centrum konferencyjne ICE było naprawdę bardzo dobrym wyborem na zorganizowanie tam tego spotkania. Krzesła były wygodne (to naprawdę ważne!), było wystarczająco dużo miejsca. Nie było problemu z rozczytaniem czegokolwiek z wielkich ekranów na które rzucany był obraz prezentacji. Przy ścieżkach głównych dwa ekrany naprawdę robiły robotę.

Jedyne co chyba było niewygodne dla samych prelegentów to blask reflektorów. Widać było, że raczej stali sobie w cieniu, aby nie raziło ich światło, przez co nie byli dobrze widoczni.

Pomysł na postawienie dwóch baristów, którzy serwowali dobrą kawę był genialny. O tym jak ta kawa była dobra świadczą kolejki, które w pewnym momencie składały się z około 20 osób.

Szkoda, że konkretne jedzenie było we własnym zakresie. Food tracki były w porządku (burgery dość dobre, ale każdy robił zamach na odzież). Na jedzenie trzeba było wybrać się odpowiednio wcześniej niż przerwa obiadowa, żeby zdążyć przed 300 innymi osobami, którzy tak jak uchodźcy szturmują Niemcy szturmowali Food tracki. Jeśli miało się ochotę na coś innego niż burger albo meksykańskie żarcie trzeba było iść do Forum (10 minut drogi) lub na Kazimierz (20 minut drogi). Drugiego dnia poszliśmy do Forum i za 20 zł wszamaliśmy lunch (zupa + drugie danie). Ogórkowa była naprawdę bardzo dobra, ale tacosy z wolno pieczoną wołowiną miały naprawdę specyficzny smak. Utwierdziłem się w przekonaniu, że nie lubię meksykańskiego żarcia.

Ostatnia sprawa, o której chciałem napisać to Wi-Fi. Nie wiem jak u innych, ale u mnie mimo połączenia się z siecią po prostu nie działało.

Prelekcje

Tak jak mówię na filmiku, który nagraliśmy – poziom był zróżnicowany i o to chyba chodziło. Moje osobiste stanowisko jest takie, że prelekcje zostawiły mały niedosyt. Było trochę technicznych rzeczy, kilku nowych się dowiedziałem. Poznałem też kilka narzędzi, których nie znałem. Generalnie większość to było takie pitu pitu, jak to trafnie określiła Sylwia.

Jedyne czego żałuję to to, że nie poszedłem na prelekcję na której była mowa o WP Scanie. Wtedy akurat chyba rzucałem kawałkami burgera o chodnik pod ICE.

Za to byłem na prelekcji Łukasza Kreboka z Dailyweba i razem z Kasią udało nam się wygrać pakiet do monitoringu i kupon do Strefy kursów.

Party

Oczywiście nie wszyscy jeżdżą tylko ze względu na prelekcje. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że pewnie niektórzy przyjechali do Krakowa głównie na imprezy.

Na przyszły rok dla innych – na before dobrze iść szczególnie jeśli nie znasz nikogo. Naprawdę luźna atmosfera pomaga poznać się z ludźmi no i pierwszego dnia konferencji już można pogłębiać kontakty nawiązane dnia wcześniej.

Middle party to jest kosmos, który trzeba zobaczyć na własne oczy i koniecznie wziąć udział. My niestety nie siedzieliśmy długo, bo niestety choroba Kasi dała się we znaki i musieliśmy wracać do spalni.

Film i zdjęcia

Tak, wiem. Miniaturka jest odrażająca, ale cholera nie chce się podmienić na tą ustawioną ręcznie.

Nasze fotki możecie obejrzeć na Google Photos.

Zdjęcia Wojtka Równanka możecie pobrać z Dropboxa.

Inne relacje

Jeśli chcesz poznać opinię innych osób, zajrzyj na poniższe blogi.

 

Jeśli kogoś pominąłem to dajcie znać w komentarzu.

Opublikowany przez Kuba Mikita

Miłośnik minimalizmu i prostoty, bo nie potrafi stworzyć niczego ładnego. Ma kołdrę, na której wypisane są funkcje WordPressa.

7 odpowiedzi na “WordCamp Kraków 2015 – relacja”

Możliwość komentowania została wyłączona.